Ulica, park, plac – a pod balkonem darcie mordy

Maj 17, 2012 w Aktualności

Ten wpis poświęcam trochę temu czego nauczyliśmy się o obecnym prawie. Nie jesteśmy prawnikami, choć z takowymi rozmawiamy. Jednak nawet wśród nich zdania na wiele tematów są podzielone (tak jak w przypadku słynnego, niefortunnego przecinka w art. 14. ust. 2a.). Jeśli jednak miałbym w skrócie stwierdzić jak jest z obecną ustawą i słynnym „miejscem publicznym”.

  • FAKT – ustawa formalnie ma wiele dziur przez to jakich terminów używa
  • FAKT – nie ma nigdzie pojęcia miejsce publiczne
  • FAKT – w wielu przypadkach Policja i Straż miejska nagina ustawę – jeśli podjedziemy do tego literalnie/formalnie
  • FAKT – ale też wielu przypadkach Policja i Straż miejska może powołać się na prawo lokalne
  • FAKT – nie raz można uzyskać umorzenie sprawy w sądzie grodzkim ze względu na niską szkodliwość społeczną
  • FAKT – wcale to nie znaczy, że sąd grodzki nie dowali wam większej kary
  • FAKT – ustawa nie spełnia swojej intencji

W ustępie 2a artykułu 14 Ustawy czytamy, iż nie wolno nam pić alkoholu m.in. na ulicach, w parkach na placach. Posilmy się na trochę googlowania. Dość ciekawy artykuł zawsze wpadał w moje ręce Luka, Gdzie Luka? Olgierda Rudaka. Jeśli dobrze zrozumiałem autora, to sęk w tym, iż jakby nie patrzeć na przepis jest on niepraktyczny. Patrząc w ten sposób i szukając definicji ulicy, parku i placu (powodzenia), można uznać, iż w okół nas jest pełno miejsc nieobjętych zakazem. I sama ustawa pozwala pić prawie wszędzie… No ale Policja sądzi inaczej, choć nie zawsze.

Dużo daje tutaj wiedza (lub jej brak) funkcjonariuszy i nasza. Dam dwa przykłady, oba na pozór identyczne. Otóż mamy dwa miejsca. Pierwsze jest to ceglany śmietnik, otoczony z dwóch stron blokami z lat 30tych, z jednej ogródkami, a z trzeciej długim chodnikiem między tymi blokami. W miejscu takim przesiadują sobie „menele” i „drą ryja”. Mieszkańcy są bezradni, gdyż smutno przytakuje dzielnicowy (jakby nie było dzielnicowi są dość dobrze wyedukowani), iż nie może nic zrobić. No bo ani pod ustawę to nie pasuje, ani pod prawo lokalne (które tam akurat ogranicza spożycie w bramach i oficynach).

Drugie miejsce to ławka pod blokiem z lat 80tych. Z dwóch stron bloki, z jednej plac zabaw, z jednej parking połączony drogą wewnętrzną (nieoznakowaną jako droga wewnętrzna). Cały teren należy do spółdzielni. Przesiadują tam podrostki i też czasem popiją, choć dosyć spokojnie. Jednak lokalny patrol skutecznie wystawia im mandaty. Twierdzi, iż to miejsce publiczne.

Oba przypadki są kuriozalne. Dlaczego? W pierwszym dzielnicowy zapomina o tym, iż każdego kto „drze japę” w nocy, może rozliczyć z tytułu zakłócania spokoju. W drugim przypadku niedoedukowani lub ignoranccy „krawężnicy” wystawiają niezasłużoną karę – choć można im nawet przyznać rację.

Gdzie leży problem? W jasności przepisów. Pan Olgierd dobrze zwraca uwagę, iż „mówimy o normie karnej, zatem powinna być ona możliwie precyzyjna”. Stąd nasza propozycja, aby miejsce wyłączone ze spożycia było wyraźnie oznakowane i zamknięte „kwadratem” ulic. Dlaczego? Aby, jeśli już gdzieś zakazujemy, robić to skutecznie i rozwiązywać problem lokalnie, a nie globalnie. Dlatego, że w takich miastach jak Szczecin dawno już zwrócono uwagę, iż do listy miejsc „wyklętych” należy dodać oficyny i bramy. Dlatego chcemy przekazać decyzje do gmin, bo to MY mieszkańcy wiemy, gdzie chcemy spokoju.

Główny cel: nie chcę by ktoś mi się darł pod oknem… ale chcę pójść do parku, lasku, skwerku i napić się.

Na koniec przypomnę grafikę, która pojawiła się podczas jednej z naszych zeszłorocznych akacji:

Zapraszam do dyskusji.

 

Print Friendly